"Do obowiązków Państwa należy troska o obronę i zabezpieczenie takich dóbr zbiorowych jak środowisko naturalne i środowisko ludzkie, których ochrony nie da się zapewnić przy pomocy zwykłych mechanizmów rynkowych".

 

JAN PAWEŁ II
Encyklika Centesimus Annus

 

Plany skrzyżowania Bellanci z Boeingiem to iluzja

Rząd Algirdasa Butkevičiusa nie utrzymał gorącego kartofla, jakim jest problem oryginalnej pisowni nielitewskich imion i nazwisk. Zląkł się poparzenia.

Minister sprawiedliwości Juozas Bernatonis odrzucił go w stronę Państwowej Komisji Języka Litewskiego. Niech komisja najpierw opracuje i zatwierdzi tryb tej pisowni, potem przedstawi to Sejmowi, a już wtedy nasza legislatywa zastanowi się... w kogo by tu jeszcze tym kartoflem rzucić? PKJL na samą wieść, że leci w nią ten parzący ładunek, już chowa ręce za plecy. Tym bardziej, że Ministerstwo Sprawiedliwości oczekuje od komisji rzeczy niemożliwej. Niech językoznawcy będą uprzejmi przedstawić propozycję „zgodną z Konstytucją i zasadami języka litewskiego”, ale też „uwzględniającą globalne tendencje i problemy” (które nasze państwo funduje obywatelom o nielitewskich imionach i nazwiskach). To tak jakby zażądać od litewskich inżynierów, żeby skonstruowali nowy typ samolotu. Ma wyglądać jak Bellanca CH-300 Pacemaker – czyli słynna „Lituanica”, którą Darius i Girėnas w 1933 roku dokonali zakończonego katastrofą przelotu przez Atlantyk, zaś latać i mieć pojemność... jak Boeing 747-8.

Co prawda strażnicy litewskiej mowy już coś w tym rodzaju majstrują, ale na innym poletku. Z jednej strony radzi by zmusić rodaków do porozumiewania się na co dzień Mažvydasem i Donelaitisem, z drugiej – raczą Litwinów tworzoną chyba na rauszu dziwomową typu „vaizduoklis” (monitor), „vielabraukis” (trolejbus) czy „spaudožvalga” (przegląd prasy). Jednakże od problemu zapisu nazwisk stronią jak od morowej zarazy. Przewodnicząca Państwowej Komisji Języka Litewskiego Daiva Vaišnienė już zastrzegła, że jej urząd o formie zapisu nazwisk decydować nie może, bo szanuje orzeczenie Sądu Konstytucyjnego, a ten orzekł, „że nazwiska obywateli Republiki Litewskiej muszą być zapisywane z użyciem litewskich liter”.  Jakkolwiek bym oceniała działalność PKJL, w tym wypadku Vaišnienė ma rację. Nie da się zjeść kartofelka nie zmieniając litewskiego ustawodawstwa i ktoś w końcu będzie musiał się za tę nowelizację zabrać. Niestety, socjaldemokraci Algirdasa Butkevičiusa, który uroczyście zapowiadali, że wraz z nastaniem ich rządów problemy mniejszości pójdą w niepamięć, szybko wpadli w tzw. pląsawicę Huntingtona (to niekontrolowane ruchy, to otępienie). Premier już poinformował, że „z powodu Ustawy o pisowni nielitewskich nazwisk Konstytucja nie będzie zmieniana”, a projekt Ustawy o mniejszościach na razie zamknięto w lamusie. Zresztą ten pewnie będzie się kłócił z Ustawą o państwowym języku, a spróbuj go jeszcze nie zdarzyć z Konstytucją... że o zderzeniu z nacjonalistycznym betonem nie wspomnę. Czuć, że sytuacja socjaldemokratów przerasta. A żal. Jak już nieraz wspominałam, brak stosownych uregulowań prawnych krzywdzi też noszących obcojęzyczne nazwiska etnicznych Litwinów (szczególnie zaś Litwinki) i ci wcześniej czy później wystawią politykom za to rachunek.

Lucyna Schiller

PS. Kristijonas Donelaitis podpisywał się Christian Donaleitis, Mažvydas – Martjnvs Masvjdjs. To w piśmie gotyckim, w którym też został wydany jego „Katechizm”. Byłoby chyba prościej, gdyby Litwa przy owej pisowni pozostała do dziś dnia.

L24.lt

Gościmy

Odwiedza nas 21 gości oraz 0 użytkowników.

Login form