"Do obowiązków Państwa należy troska o obronę i zabezpieczenie takich dóbr zbiorowych jak środowisko naturalne i środowisko ludzkie, których ochrony nie da się zapewnić przy pomocy zwykłych mechanizmów rynkowych".

 

JAN PAWEŁ II
Encyklika Centesimus Annus

 

Wojna… propagandowa

Prezydent RL Dalia Grybauskaitė w swoim orędziu zwróciła się do przedstawicieli mediów, żeby skuteczniej włączyli się do wojny informacyjnej z wrogą propagandą. Politycy również jednogłośnie przyznają, że przegrywamy tę wojnę z Rosją. Z kolei litewskie radio i telewizja tłumaczą, że potrzebują na nią więcej środków finansowych.

Kto i w jaki sposób ustalił, że taka wojna się toczy i ponieśliśmy tę sromotną porażkę? Wszyscy krzyczą, a konkretów brak. A jeżeli o tym krzyczą media, to oznacza tylko jedno: chcą „wycyganić” jak najwięcej pieniędzy. Chociaż obserwując nastroje zwykłych obywateli można wywnioskować, że litewskie media nie są przekonywujące.

W czym zatem tkwi ten haczyk? Moim skromnym zdaniem są dwie podstawowe przyczyny tego stanu rzeczy.

Po pierwsze: nawet bez większego wysiłku i  bez ogromnych nakładów pieniężnych zwycięża ten, kto zamiast „propagandy” podaje obiektywną informację. Już czas wyrzucić ze swego arsenału metodę „solonego ogórka”, która głosi, że gdy ludzie są bombardowani jednostronną informacją to przesiąkają nią jak zielony ogórek, który trafia do rosołu. Nie należy uważać swoich obywateli za stado baranów, którym można „wieszać na uszy byle makarony”. Nawet zakaz nadawania pewnych „wrogich” programów telewizyjnych nie rozwiąże problemu, ponieważ dostęp do środków informacji w epoce Internetu jest nieograniczony. Przy tym decyzje o zakazie transmitowania niewygodnych programów są z „cenzurowanej" przeszłości, gdy „zagłuszano” zachodnie radiostacje. Niełatwo jest wyleczyć się z sowieckiej mentalności.

Po drugie: problemem litewskich mediów jest niska jakość produkcji. Przytoczę przykład portalu DELFI. Atrakcyjny, zachęcający tytuł, promujący wydawałoby się ciekawy temat, ale po paru zdaniach ciekawość się kończy i następuje przełączenie artykułu lub nawet zmiana portalu. Na początku nie mogłem pojąć dlaczego tak się dzieje dopóki nie zauważyłem jak pracują dziennikarze DELFI. W czasie konferencji  prasowych lub wywiadów prawie zawsze piszą na żywo. Informacja owszem jest przekazywana maksymalnie operatywnie, ale niestety bardzo niskiej jakości. Nie mówię tu o błędach ortograficznych. Dla mnie ma o wiele większe znaczenie ma nadmiar zbędnych zdań, nie niosących żadnej informacji, nieumiejętność podkreślenia podstawowych i kluczowych faktów. Odnoszę wrażenie, że dziennikarze wykonują politycznie ukierunkowane zamówienia.

Oglądałem na żywo konferencję prasową z W. Putinem po wydarzeniach na Krymie. Na pytanie zachodnich dziennikarzy o aspektach prawnych decyzji mieszkańców Krymu o autonomii, Putin stwierdził, że biorąc pod uwagę precedens Kosowa, ludność Krymu ma prawo na samookreślenie. Ja jednak czekałem aż ktoś z dziennikarzy zapyta Putina o Czeczenię, o jej możliwość (faktycznie niemożność) samostanowienia. Niestety tego pytania nie zadał żaden z dziennikarzy…

Zbigniew Jedziński

Gościmy

Odwiedza nas 48 gości oraz 0 użytkowników.

Login form