"Do obowiązków Państwa należy troska o obronę i zabezpieczenie takich dóbr zbiorowych jak środowisko naturalne i środowisko ludzkie, których ochrony nie da się zapewnić przy pomocy zwykłych mechanizmów rynkowych".

 

JAN PAWEŁ II
Encyklika Centesimus Annus

 

Moje nazwisko nie jest moją własnością

Nierozwiązany wciąż problem oryginalnego zapisu nazwisk w dokumentach powraca jak bumerang. Jakiś czas temu (a dokładnie 19 listopada 2015 r.) w Sejmie RL został przedstawiony nowy projekt tej ustawy, którego inicjatorem była grupa społeczna „Talka“ („Tłoka“).

Na sali posiedzeń, tuż przed rozpoczęciem obrad dotyczących ww. ustawy mój kolega-polityk powiedział, że nie powinniśmy tego słuchać i opuscił salę. Ja pozostałem. Jestem zawsze otwarty na argumentację oponenta i nie obawiam się zostać przekonanym co do jego racji. Z drugiej strony uważam, że należy uważnie przeanalizować retorykę strony przeciwnej, żeby wzmocnić argumentację własną.

W temacie oryginalnej pisowni jestem obiektywny jako że dla mnie nie to jest problem numer 1. Uważam, że Wszechmogący sądzi ludzi po ich uczynkach, a nie po tym, jakimi literami mają zapisane nazwiska w paszporcie. Jako przedstawiciela części społeczeństwa, którą ten problem nurtuje, moim obowiązkiem jest jego rozwiązanie.

Na pierwszy rzut oka reprezentant grupy „Tłoka“ profesor Eugenijus Jovaiša przemawiał przekonywająco i udzielał rzeczowych odpowiedzi na pytania. Jednak głębsza analiza jego wypowiedzi ukazuje prawdziwe i zarazem podstawowe argumenty przeczące zwykłej logice.

Pan Jovaiša twierdzi, że imię i nazwisko nie jest własnością prywatną człowieka (jak to sobie niektórzy wyobrażają) jako że na co dzień wychodzi on z domu i trafia do przestrzeni publicznej! Konstatuję, że jest to czysto sowieckie spojrzenie na jednostkę społeczną i jej prawo do własności prywatnej. Według tej absurdalnej logiki oznaczałoby, że prywatny samochód wyjeżdżając poza granicę zagrody prywatnej staje się własnością państwową.

Prelegent mówi też, że jeżeli nazwiska i imiona zapisywać w wersji oryginalnej z użyciem nielitewskich literek, to powstaną trudności z przeczytaniem i prawidłową wymową. Moim zdaniem, priorytetem dla państwa powinno być umożliwienie zapisu personaliów w taki sposób, w jaki sobie tego życzy obywatel, w tym przypadku prawidłowy i zgodny z oryginałem. Właśnie z tego powodu powstają poważne problemy dla obywateli litewskich, szczególnie dla tych, którzy zakładają rodziny z obcokrajowcami. Błędy w wymowie nazwisk zdarzają się na co dzień i nikt z tego powodu nie czyni awantur.

Profesor przypomina, że w XIX w. alfabet litewski zawierał  literki „w” i „sz” oraz inne dzisiaj już nieobecne. Pyta, dlaczego powinniśmy powracać do przeszłości? „To był proces twórczy” mówi i dodaje: „ Podstawowe zasady używania języka litewskiego są już ustalone i trzeba to zachować”. A dalej sam sobie przeczy: „ale powinniśmy nadal doskonalić używanie języka litewskiego”. No to doskonalmy dla dobra obywateli! Nie żyjmy dogmatami, przeczącymi logice i zdrowemu rozsądkowi i służącymi „świętym pokarmem” dla garstki nacjonalistów. Nie wierzę, że jakiemuś Jonasui iš Tauragės może zaszkodzić, że w moim paszporcie, do którego zaglądam może raz na parę lat, znajdzie się literka niepobłogosławiona przez Valstybinės Kalbos Inspekcija.

Na koniec sam prelegent profesor Eugenijus Jovaiša przyznaje, że w sąsiedniej Polsce mniejszość litewska ma możliwość zapisu swoich personaliów w paszportach w wersji oryginalnej, czyli literkami litewskiego alfabetu. Z tego powodu ani państwowy język polski nie ucierpiał, ani Jan z Janowic nie dostał zawału serca. Jednak dla pana Jovaišy nie jest to argument, ponieważ w USA podobno takiej możliwości nie ma. Polska – to nie Stany Zjednoczone.

Gościmy

Odwiedza nas 9 gości oraz 0 użytkowników.

Login form